Ledwie dwa dni po zawarciu kompromisu między Jarosławem Kaczyńskim i Jarosławem Gowinem, w obozie Zjednoczonej Prawicy pojawiają się kolejne spory na tle wyborów prezydenckich – piszą Michał Wróblewski i Marcin Makowski.

Chodzi o przygotowania do wyborów 10 maja, które ostatecznie się nie odbędą. Jedni widzą w tym winę ministra aktywów państwowych, drudzy – premiera. Opozycja chce rozliczyć obu.

Ale i w samym obozie władzy zaczęło się wzajemne zrzucanie na siebie odpowiedzialności. Za co? Za straty wynikające z wydrukowania 30 mln pakietów wyborczych. Dziś – wszystko na to wskazuje – bezużytecznych.

Wybory prezydenckie. Opozycja chce rozliczyć Morawieckiego i Sasina

“– Sasin, co wy tam palicie? – Pakiety wyborcze.” – taki żart, nawiązujący do “Psów” Pasikowskiego, krąży w kuluarach politycznych wśród osób niechętnych wicepremierowi i ministrowi aktywów państwowych.

Opozycja głośno – a część obozu władzy po cichu – obarcza odpowiedzialnością Jacka Sasina za “przygotowywanie” wyborów korespondencyjnych 10 maja, które ostatecznie się nie odbędą. – To przecież nie kto inny jak wicepremier Sasin był twarzą tych wyborów – wskazują rozmówcy Wirtualnej Polski. I ta opinia łączy zarówno część polityków PiS, jak i całą opozycję.

Trudno się z tym nie zgodzić: to właśnie minister aktywów państwowych od wielu tygodni, niemal codziennie gościł w mediach i opowiadał o przygotowaniach do wyborów 10 maja. – Nie dopuszczam myśli, że może do nich nie dojść – zapewniał Sasin dziennikarza WP w programie “Tłit” 25 kwietnia, czyli dwa tygodnie temu.

Jak dodawał minister aktywów państwowych: – Pakiety wyborcze trafią do wyborców przed 10 maja. Ustawa nie obowiązuje, zgoda, ale zakładamy, że będzie obowiązywać. W innym wypadku w ogóle do tych wyborów nie dojdzie.

Platforma Obywatelska zapowiedziała złożenie wniosku o odwołanie Sasina z funkcji wicepremiera i szefa resortu aktywów państwowych oraz wezwała premiera do jego zdymisjonowania. Lewica zaś złożyła zawiadomienie do prokuratury w związku z organizacją wyborów. Ale przedstawiciele opozycji już wskazali winnego – według nich jest to właśnie Jacek Sasin.

Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana i już wywołuje napięcia w obozie rządzącym. Aby zrozumieć sytuację, należy cofnąć się o kilka tygodni. To wtedy zapadały kluczowe decyzje ws. organizacji wyborów korespondencyjnych.

Wybory prezydenckie 2020. Polityczne i finansowe koszty przedsięwzięcia

16 kwietnia. Rząd – w osobie premiera Mateusza Morawieckiego – zleca druk i przygotowanie dystrybucji pakietów do głosowania korespondencyjnego.

Z mocy decyzji szefa rządu pakiety wyborcze wydrukować ma Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych podlegająca Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji. Przygotować ich dystrybucję ma Poczta Polska nadzorowana z kolei przez Ministerstwo Aktywów Państwowych – czyli resort Jacka Sasina.

Pisma w tej sprawie podpisał premier.

WP
 
Podziel się
WP
 

– Wszystkie te decyzje wydał Mateusz Morawiecki. To szef rządu odpowiadał za proces techniczny – podkreśla wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski.

Polityk ten w radiowej Trójce w piątek (8.05) powtórzył: “Minister Jacek Sasin nie miał nic wspólnego z organizacją wyborów. Nie wydał w tej sprawie żadnych decyzji. Jego jedyną rolą jest to, że nadzoruje Pocztę Polską. Wszystkie decyzje podejmował premier Mateusz Morawiecki”.

Wypowiedź zastępcy Jacka Sasina w świecie polityczno-medialnym odebrana zostaje jako konfrontacyjna wobec premiera. Janusz Kowalski zaprzecza i przekonuje, że jest to jedynie stwierdzenie faktu.

Rozmówca Wirtualnej Polski z PiS: – Tę wypowiedź należy czytać politycznie. Ona nie miała prawa paść przypadkiem.

Rozmówca z kręgów rządowych bliski Morawieckiemu: – Jeśli tak, to jestem zdumiony. Niepotrzebny atak.

Rozmówca z PiS: – Motyw jest prosty: ludzie Sasina się bronią.

Resort wicepremiera wydał nawet oświadczenie: “Ministerstwo Aktywów Państwowych nie odpowiada za druk kart wyborczych ani za przygotowanie pakietów do głosowania korespondencyjnego. Nie wynajmowało też żadnych prywatnych firm do ich przygotowania. To Poczta Polska prowadzi czynności zmierzające do przygotowania wyborów w trybie korespondencyjnym na podstawie decyzji Premiera Mateusza Morawieckiego z dnia 16 kwietnia” – czytamy w piśmie do mediów.

“Najśmieszniejsze w tym wskazywaniu palcem na premiera jest to, że to w gruncie rzeczy prawda” – przyznaje rację wiceszefowi MAP Januszowi Kowalskiemu dziennikarz Tomasz Żółciak. “Wydrukowanie 30 milionów pakietów wyborczych za grube miliony złotych, a potem ich zmielenie, bo wybory nie pykły, to jest granda. Po prostu. Ta sprawa będzie się ciągnęła za Morawieckim, który nakazał przygotowania do wyborów, ale się z tego nie cieszył” – pisze z kolei Jacek Gądek.

Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk dzień wcześniej w TVN24 tłumaczył: “Minister Jacek Sasin nie organizował wyborów czy nie podejmował działań w tym obszarze na podstawie ustawy, tylko na podstawie decyzji administracyjnej premiera, a premier tak naprawdę działał w myśl ochrony porządku konstytucyjnego i konstytucji, która zobowiązuje rząd do przeprowadzenia wyborów w określonym terminie”.

 

Sam Jacek Sasin w RMF FM w tym samym dniu stwierdza: “Te działania, które zostały zlecone przez pana premiera Morawieckiego Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych i Poczcie Polskiej, zostały w pełni wykonane”.

Ile zatem konkretnie kosztowało budżet państwa wydrukowanie 30 mln nieprzydatnych dziś pakietów wyborczych? Nikt z rządu nie chce tego ujawnić. Wedle nieoficjalnych informacji – co najmniej 5-6 mln zł. Przygotowania Poczty Polskiej to kolejne 9-10 mln zł.

Wybory prezydenckie jak gorący kartofel. Jacek Sasin do dymisji? PiS zaprzecza

Wypowiedź wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego, wskazująca na odpowiedzialność szefa rządu za organizację wyborów, jest interpretowana jako dowód dużych napięć panujących na szczytach władzy. Dziennikarze zauważają, że jest to jawne “przerzucanie się odpowiedzialnością za wyborczy blamaż”.

Ta gra polityczno-medialna zaczęła się już kilka dni temu.

Niektóre redakcje – jak “Rzeczpospolita” czy “Gazeta Wyborcza” – informowały o rzekomej dymisji Jacka Sasina, którego odwołania miał się domagać Jarosław Kaczyński. Zdaniem naszych rozmówców z PiS to nieprawda. Ludzie z otoczenia Sasina w rozmowie z WP wskazują, że źródłem “przecieku” o dymisji mógł być “ktoś z kręgów premiera”. Nie ma jednak na to dowodów.

Do doniesień w tej sprawie odniósł się sam minister aktywów państwowych, pisząc o “fejkowych mediach w natarciu”. Rewelacje o jego dymisji zdementował także rzecznik rządu Piotr Mueller.

Nie zmienia to faktu, że wzajemne pretensje w obozie władzy o sytuację “okołowyborczą” są. I są wyrażane publicznie – choć nie wprost.

Zdaniem naszych rozmówców z Nowogrodzkiej, nie wpływają one dobrze na atmosferę wokół kompromisu wypracowanego przez Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina w sprawie przesunięcia wyborów prezydenckich.

– Ludzie Sasina nie trzymają ciśnienia. Dzisiaj się bronią, ale tracą na znaczeniu. Gdyby tak nie było, do końca braliby udział w rozmowach o przełożeniu wyborów w siedzibie PiS Nowogrodzkiej – twierdzi w rozmowie z WP polityk Zjednoczonej Prawicy. Inny z naszych rozmówców podkreśla, że sam wicepremier Sasin regularnie bywał w biurze Jarosława Kaczyńskiego w ostatnich dniach, choć faktycznie nie uczestniczył w ostatniej, przełomowej rozmowie z Jarosławem Gowinem.

– Wybory miały się odbyć maju, ale nie można było ich przeprowadzić ze względu na obstrukcję Senatu i opozycji. To premier Morawiecki jako jedyny w partii nie bał się podpisać dokumentów ws. wyborów. Po to była wymiana prezesa Poczty, aby to się udało – twierdzi rozmówca z kręgów Kancelarii Premiera.

Inny dodaje: – Premier nie bał się rozmów z opozycją, m.in. z Kukizem. Otoczenie Morawieckiego zabiegało o poparcie Porozumienia, Mateusz negocjował z Andrzejem Dudą. Jarosław Kaczyński czuł od pewnego czasu, że wybory 10 maja się nie odbędą, bo są technicznie nie do przeprowadzenia w tak krótkim czasie.

Wybory korespondencyjne na nowo. Porozumienie odbierze kompetencje Sasinowi

Niektórzy politycy PiS stają w obronie Sasina, a odpowiedzialnością za wydruk bezużytecznych dziś pakietów wyborczych obarczają premiera.

– Ustalono, że Morawiecki wyda polecenie PWPW i Poczcie Polskiej odnośnie druku i wysyłek pakietów wyborczych, a potem zrzucił to na ministrów i się na nich wściekał. I Jacek Sasin (MAP), i Mariusz Kamiński (MSWiA), unikali podpisów, jak się da i się im nie dziwię. Skoro premier wydał decyzję, niech on bierze odpowiedzialność. Sasin w oczach Kaczyńskiego przynajmniej starał się coś robić. A, że wyszło nieudolnie, to już inna historia – mówi polityk PiS dziennikarzowi WP Marcinowi Makowskiemu.

Zdaniem naszych informatorów z obozu władzy, Porozumienie Jarosława Gowina wystosuje poprawki do ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, w których rola Jacka Sasina jako “organizatora” wyborów zostanie ograniczona, by nie powiedzieć – zmarginalizowana. Jak mówią politycy z obozu rządowego, to “zdjęcie z niego zadania nie do wykonania”. W organizację wyborów prezydenckich planowanych na lipiec ma zostać na powrót włączona Państwowa Komisja Wyborcza.

Jeśli któryś z dotychczasowych kandydatów na prezydenta zrezygnuje ze startu – lub chęć uczestnictwa w wyborach zgłosi inny kandydat po uprzednim zebraniu 100 tys. podpisów – 30 mln wydrukowanych pakietów wyborczych będzie można zmielić w niszczarce. Pytanie, jakie koszta całej sytuacji okażą się bardziej bolesne dla rządu: finansowe czy polityczne.

źródło: wiadomości.wp.pl

Komentarze